W latach przełomu lat 80. i 90. w Łodzi rozegrała się seria tajemniczych zabójstw, które do dziś pozostają nierozwiązane. Siedmiu mężczyzn, będących osobami homoseksualnymi, straciło życie w okolicznościach nasuwających wiele pytań. Choć śledztwo trwało latami, tożsamość sprawcy nadal nie została ustalona. Czy za zbrodniami stał jeden człowiek, a może było ich więcej? Wiele wskazuje na istnienie powtarzającego się schematu, jednak sprawa otoczona jest wieloma niedopowiedzeniami.
Łódź Fabryczna – miejsce spotkań i początek tragicznych historii
Większość ofiar po raz ostatni widziana była w okolicach dworca Łódź Fabryczna, który w tamtych latach funkcjonował nie tylko jako punkt przesiadkowy, lecz również jako popularne miejsce spotkań dla społeczności homoseksualnej. To właśnie tutaj zaczynała się znajomość ofiary z przyszłym napastnikiem, która miała tragiczny finał. Wszystkie morderstwa łączyły się ze środowiskiem, które w tamtej epoce było marginalizowane i często zmuszone do życia w ukryciu.
Metody działania sprawcy i miejsce zbrodni
Analiza okoliczności ujawnia, że niemal wszystkie zabójstwa, poza jednym przypadkiem z 1990 roku, miały miejsce w prywatnych mieszkaniach. Ofiary zapraszały do siebie mężczyznę, z którym następnie dochodziło do kontaktów seksualnych, po czym zostawały brutalnie zamordowane. Napastnik nie ograniczał się do jednego sposobu działania – korzystał zarówno z narzędzi domowych, takich jak noże czy sznury, jak i używał siły fizycznej. Zawsze jednak po zbrodni z mieszkań ginęły przedmioty wartościowe, co sugeruje również motyw finansowy.
Śledztwo i przełomowe tropy
W lutym 1990 roku śledczy otrzymali szansę na przełom w sprawie. Jedna z ofiar, Andrzej S., gromadziła w notesie nazwiska swoich partnerów. Dochodzenie objęło przesłuchania wszystkich wymienionych osób, jednak mimo szeroko zakrojonych działań policji, nie udało się zidentyfikować sprawcy. Biegli kryminalistyki potwierdzili natomiast powtarzalność mechanizmu działania – każde z przestępstw nosiło te same charakterystyczne cechy.
Sprawa Kazimierza K. – ostatni akt dramatu
Najpóźniej udokumentowane zabójstwo miało miejsce w lipcu 1993 roku. Ofiarą był 62-letni Kazimierz K., którego znaleziono martwego w jego mieszkaniu. Trzy dni wcześniej nawiązał on znajomość z Romanem, który pojawił się w towarzystwie Czesława – osoby już wcześniej mu znanej. Po wspólnej wizycie do mieszkania Kazimierza, mężczyzna został zamordowany w sposób podobny do wcześniejszych przypadków. Zwłoki nosiły ślady pobicia i uduszenia, co potwierdziło zbieżność z wcześniejszymi zbrodniami.
Wątki i możliwe motywy zabójstw
Choć teoria rabunku wydaje się najbardziej oczywista, śledczy nie wykluczali również innych motywów. W kręgu podejrzeń pojawiły się sugestie, że morderca mógł cierpieć na nieuleczalną chorobę, jak AIDS, co potwierdzał jeden ze świadków mający z nim kontakt intymny. Nie brakowało również spekulacji o możliwym konflikcie wewnętrznym sprawcy, wynikającym z problemów z własną tożsamością seksualną. Takie hipotezy mogłyby tłumaczyć brutalność i specyficzny wybór ofiar.
Reportaż jako próba wyjaśnienia zagadki
Historia morderstw w środowisku łódzkich homoseksualistów została szeroko opisana przez Arkadiusza Lorenca w reportażu „Morderca z pikiety”. Autor, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, szczegółowo przybliża kulisy śledztwa oraz realia życia osób homoseksualnych w latach 80. i 90., rzucając nowe światło na motywy i okoliczności tych dramatycznych wydarzeń.
Pomimo upływu lat, sprawa morderstw z Łodzi ciągle budzi emocje, a brak odpowiedzi na pytanie o tożsamość mordercy sprawia, że jest ona jednym z najbardziej zagadkowych rozdziałów w historii miasta.
Źródło: Urząd Miasta Łodzi
