W Łodzi na numer alarmowy 986 zadzwonił mężczyzna, twierdząc, że jest w złym stanie po spożyciu alkoholu i cierpi na cukrzycę. Poprosił o pomoc na przystanku autobusowym przy ulicy Nawrot. Funkcjonariusze Straży Miejskiej szybko pojawili się na miejscu, by sprawdzić sytuację. Zamiast jednak spotkać osobę w poważnym stanie zdrowia, zastali mężczyznę z towarzyszącą mu partnerką, który wydawał się jedynie odczuwać skutki spożycia alkoholu.
Nieoczekiwane wyznanie
Gdy strażnicy zaczęli wypytywać o stan zdrowia i rzekomą cukrzycę, partnerka mężczyzny zdradziła, że nigdy nie słyszała o żadnej jego chorobie. Okazało się, że mężczyzna nie przyjmuje żadnych leków, a jego deklarowana cukrzyca była jedynie pretekstem. Celem zgłoszenia było uzyskanie darmowego transportu do domu lub do izby wytrzeźwień, gdzie mógłby odpocząć. Za to nieodpowiedzialne zachowanie został ukarany mandatem za bezpodstawne wezwanie służb ratunkowych.
Odkrycie przeszłości
Jednak na tym historia się nie kończy. Podczas rozmowy z funkcjonariuszami mężczyzna przyznał, że niedawno opuścił areszt i miał problemy z komornikiem sądowym. Jego przeszłość budziła podejrzenia, które szybko potwierdziły się na komisariacie policji. Tam okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany do odbycia kary. Zamiast spędzić noc w domu lub izbie wytrzeźwień, trafił z powrotem do aresztu, gdzie czekał na dalsze decyzje.
To zdarzenie pokazuje, jak nieodpowiedzialne zgłoszenia mogą nie tylko marnować czas służb ratunkowych, ale również prowadzić do ujawnienia bardziej złożonych problemów prawnych.
Źródło: facebook.com/strazmiejskalodz
